Katastrofa Kopernika czyli Ił – 62

Dziś przenosimy się z Dolnego Śląska do stolicy, ale pozostaniemy w cieniu katastrofy. Choć to tematyka smutna, pełna cierpienia, to jednak niezwykle ciekawa. Wiele wypadków po dziś dzień nie została wyjaśniona lub tylko rozwikłano je częściowo. Niezwykle tragicznymi wydarzeniami była katastrofa, która wydarzyła się pod lotniskiem Okęcie 14 marca 1980 r., czyli już ponad 35 lat temu. Wówczas doszło do rozbicia się jednej z najnowocześniejszych maszyn Polskich Lini Lotniczych Lot – Iła – 62 nazwanego Mikołaj Kopernik. Zginęło wówczas 87 pasażerów, w tym gwiazda polskiej piosenki Anna Jantar.

Iliuszyn 62 – nadzieja LOT – u

Ił – 62 trafił na Okęcię do PLL LOT w 1972 r. Była to nadzieja polskiego lotnictwa pasażerskiego, ponieważ do tej pory nasz krajowy przewoźnik latał głównie po Europie. Nie posiadał maszyn, które bez międzylądowania mogłyby poszybować za ocean i tym samym otworzyć dla LOT – u światowy rynek pasażerki. Loty transatlantyckie to przecież także prestiż. Pojawiło się jednak światełko w tunelu. Władze przedsiębiorstwa postanowiły zakupić takie właśnie samoloty, które także zastąpiłyby już wysłużone i przestarzałe Iły – 18. „Osiemnastkami” latano na trasie Warszawa – Moskwa.

Czy nowy, super nowoczesny radziecki Ił – 62 faktycznie był samolotem zaawansowanym technicznie i dorównującym zachodnim maszynom? I tak i nie. Owszem był samolotem o nowoczesnym kształcie, zapewniającym komfort swoim pasażerom. Nie posiadał jednak zaawansowanej elektroniki nawigacyjnej (eksperci twierdzą, że w tym względzie sowieccy konstruktorzy byli w tyle za Zachodem o jakieś 15 lat), nie posiadał podwójnego systemu sterowania, był okropnie paliwożerny i tym samym drogi w utrzymaniu, ale za to dostępny za ruble, a nie dolary.

Niektórzy uważali, że radziecki Iliuszyn – 62 był kopią brytyjskiego Vickers’a VC- 10. Możliwe, że sowieccy szpiedzy wykradli projekty konstrukcyjne Brytyjczykom. Jeśli tak to radziecka kopia była mimo to słabsza. Posiadała gorsze silniki i pojedyńczy układ sterowania. A czy są podobne? Oceńcie sami.

Iliuszyn

Vickers_VC10_silhouette

Spalona żarówka i katastrofa

Pierwszy lot za ocean odbył się do Kanady, a na stałe prowadzono również rejsy do Stanów Zjednoczonych, do Nowego Yorku. 13 marca 1980 r. polski Ił – 62 wylądował na nowojorskim lotnisku im. Kennedy’ego. Po 4 godzina, które wykorzystano na odpoczynek załogi i przegląd maszyny przez polskich mechaników, samolot miał odlecieć o godz. 19.00 z powrotem do Warszawy, lotem nr 007.  Lot opóźnił się przez panującą wówczas śnieżyce. O godz. 21.00 samolot wystartował. Lot przebiegał spokojnie i bez zakłóceń. Świt piloci ujrzeli gdy byli na wysokości Szkocji. Wszystko było jak w najlepszym porządku.

Za sterami samolotu siedziała para pilotów, kapitan Paweł Lipowczan oraz Tadeusz Łochocki. Po godzinie 11.00 gdy samolot zbliżał się do lotniska Okęcie i rozpoczął proces zniżania się, kapitan zauważył, że nie zapaliła się kontrolka wysunięcia podwozia. Często w Iliuszynach przepalała się żarówka lub bezpiecznik. Trzeba było wymienić jedno lub drugie, ale w tym czasie pilot musiał odejść na tzw. drugi krąg. Potocznie musiał po prostu wykonać jeszcze jedno okrążenie nad lotniskiem. W tym czasie kontrola lotów mogła też przez lornetkę zobaczyć czy koła zostały jednak wysunięte. Niestety, dalsze wydarzenia uniemożliwiły jakiekolwiek  z tym powyższych działań. Gdy piloci zwiększyli prędkość samolotu, aby znów go poderwać na wyższą wysokość, samolotem wstrząsnęła jakby eksplozja. Maszyna zaczeła opadać w dół. Dwa silniki przestały pracować, 1 pracował ale nieefektywnie, zatem kapitan zwiększył ciąg jedynego działającego silnika. Niestety, nic to nie dało. Na dodatek nie można było sterować Iłem. Układ sterowania przestał działać. Przez 26 sekund od dziwnego wstrząsu, samolot opadał w dół. Rozbił się przy al. Krakowskiej, nieopodal zakładu poprawczego. Kapitan widząc, że samolot  niebezpiecznie zbliża się do budynku „poprawczaka”, starał się lotkami w skrzydłach skierować maszynę w inną stronę. Iliuszyn spadł na zamarzniętą fosę XIX – wiecznej warszawskiej twierdzy. Jego kadłub rozpadł się na kawałki. Nikt katastrofy nie przeżył. Samolot spadł 950 m od pasa startowego.

Przyczyny i polskie wnioski

Służby ratownicze pojawiły się dość szybko. Także okoliczni przechodnie i mieszkańcy. Gdy tylko na miejsce katastrofy zjawiło się ZOMO, rozpędziło wszystkich gapiów i zakazało fotografowania. W katastrofie zginęło 77 pasażerów, w tym jedna z największych gwiazd polskiej estrady – Anna Jantar, amerykański muzykolog Alan Merriam, a także 22 – osobowa amerykańska amatorska reprezentacja bokserka oraz 10 – osobowa załoga.

Jak na czasy Polski Ludowej, polscy eksperci i polskie władze zabrały się szybko i bardzo szczegółowo do badania przyczyn tej strasznej katastrofy. Jedno było pewne. Wypadek wydarzył się z przyczyn technicznych, zawiniła maszyna. Po szczegółowych badaniach, stwierdzono, że zawinił silnik, który po prostu się rozleciał. Jedna z jego części tzw. dysk nabrał takiej prędkości obrotowej, że rozerwał silnik, przebił kadłub, a wraz z nim sieć kabli i uszkodził system sterowania. Nie wszystko zostało zarejestrowane przez czarne skrzynki, ponieważ uległ awarii układ zasilania.

Jak się okazało wadą tego modelu samolotu były silniki, które powinny wytrzymać okres 18 000 godzin, a ten jeden który uległ awarii w samolocie Mikołaj Kopernik był już wcześniej remontowany zaledwie po 1000 godzin. Wadliwe w tych silnikach tych maszyn, były także wały, wadliwie i wręcz niechlujnie wytoczone. Powstawały w nich uszkodzenia, które w efekcie doprowadzały do uszkodzenia całego silnika. Silniki  były zlokalizowane po 2 sąsiadująco i często jeden uszkadzał drugi.

ił katastrofa

A co na to radzieccy inżynierowie? Po pierwszym remoncie feralnego silnika, który się w końcu w Koperniku rozpadł, dało się wyczuwać wzmożone wibracje. Pismo, jakie wystosowali polscy inżynierowie do Rosjan z zapytaniem o tą sytuację, zostało skwitowane lakoniczną odpowiedzią, że dopuszcza się ten silnik z tymi większymi, ponad normę wibracjami. Radzieckie praktyki, niedbalstwo spowodowało tak naprawdę, że Ił – 62 pomimo swojej nowoczesności i prestiżu, był najbardziej niebezpiecznym samolotem świata. Jego awaryjność była duża, zbyt duża. Niestety polskie władze były zmuszone do zakupu tylko i wyłącznie radzieckich maszyn.

Wśród 100 największych katastrof lotniczych, uległy katastrofie 4 Iły – 62, w tym 2 polskie. W 1987 r. w Lesie Kabackim rozbił się Iliuszyn o nazwie Tadeusz Kościuszko. Liczba ofiar wówczas sięgnęła liczbę 183 ofiar. Dopiero druga katastrofa i odwilż polityczna spowodowała, że postanowiono wydzierżawić inne, bezpieczniejsze europejskie maszyny.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *