Kontrowersyjna książka z Bolesławcem w tle

Witam serdecznie po długiej nieobecności.

Lato trwa w najlepsze, choć pogoda nie zawsze zaspokaja nasze oczekiwania, to cieszmy się tą wspaniałą porą roku na wiele różnych sposobów.

Gdy jednak za oknem plucha lub zbytni skwar warto w domowym zaciszu sięgnąć po coś do czytania. Ja dziś moi Drodzy polecam książkę niezwykłą, pełną kontrowersji, emocji. Mowa o powieści Grażyny Hanaf  – „Joachim”. Dla niektórych to pozycja już znana. Ukazała się ona już jakiś czas temu. Opinii i recenzji również napisano wiele. Ja jednak chciałbym do tej książki podejść trochę w inny sposób. Przewertowane przeze mnie opinie czytelników są skrajne. Od zachwytu po totalne dno – tak najkrócej można napisać co sądzą odbiorcy na temat „Joachima”.

Co mnie skłoniło do przeczytania powieści? Tylko i wyłącznie cud Boży. Osobiście nie przepadam za polską literaturą współczesną. Jest ona dla mnie zbyt sztywna, szara, obdarta z ludzkich emocji, sztuczna i nadęta. Wszystko wykreowane, zaplanowane od „A” do „Z”, nudzi mnie strasznie. Cóż, może się nie znam na polskiej prozie. Owszem, przyznaje zatrzymałem się na Pilchu i Tokarczuk. Pamiętam jeszcze wielu innych, ale ich wypominanie pewnie będzie już nie modne. Dawno przeniesiono ich do lamusa. Może trafiłem na nieodpowiednią polską książkę, która wypaczyła mój pogląd w tej kwestii. Może… Któż to wie…

Zatem dlaczego sięgnąłem po tą kolejną, nudną polską książkę? Zaintrygowało mnie w niej osadzenie akcji w Bolesławcu. Miasto to tak dobrze mi znane stało się nie po raz pierwszy kanwą twórczości literackiej.

Czytając „Joachima” miałem nieodparte wrażenie, że choć jestem dość daleko, to Bolesławiec jawi mi się tuż przed  oczami. Autorka porusza w książce wiele kwestii. Przypomina o „życiowych zjawiskach”, o których wszyscy dobrze wiemy, że istnieją, ale każdy z nas  zapędza je w ciemny kąt ludzkiego wstydu, życiowej poprawności.

Były podczas czytania książki momenty dramatyczne. Nie, nie tylko związane z epickim światem  miasta. Niektóre fragmenty o mały włos nie strąciły mnie z kanapy. Takie wrażenie wywarł na mnie fragment, bodajże ze strony 109. Kolejne stronice pokonywałem już w wygodnym fotelu. Gwarantował on, że już na pewno nie spadnę.

Książka Grażyny Hanaf to nie tylko jakaś tam powieść. To przede wszystkim mini kompendium wiedzy historycznej o dawnym Bunzlau. Autorka w sprytny sposób wplotła  w akcje książki, wspomnienia o Concordii, Wefrwolfie, bolesławieckim wiadukcie. Dowiemy się z niej co to jest sataraż i kim są reemigranci z Bośni.  Dla mieszkańca miasta, to fakty znane, ale dla turysty spoza Dolnego Śląska  to ciekawe informacje, które mogą go skłonić do przyjazdu. Promocja, której może pozazdrościć wiele polskich miast.

„Joachim” to nie tylko Bolesławiec. Tam toczy się akcja, a bohaterowie książki na co dzień zmagają się z trudnymi problemami. Poruszono w niej kwestię homoseksualizmu, tolerancji, wzajemnego szacunku, idei wspólnoty. Z tego co wiem, to książkę czytano jako nieobowiązkową lekturę w jednej z bolesławieckich szkół ponadgimnazjalnych. Fajnie, że polonista zachęca młodzież do czytania także literatury, która pośrednio dotyczy wszystkich Bolesławian. Jest to niezmiernie ważne. Po pierwsze należy czytać. „Wyrabiamy” się wówczas językowo, szlifujemy ortografię. Czytanie pobudza również wyobraźnie. Stajemy się bardziej kreatywni. Książka Grażyny Hanaf nie jest jedyną prozą z Bolesławcem w tle. Jak wymienia Kamila Dudek [w swojej publikacji Bolesławiec słowem i obrazem pisany], motyw miasta pojawił się w opowiadaniach z okresu napoleońskiego, w opowiadaniach niemieckojęzycznych (z niemieckiego  okresu historii miasta), w powieści Andrzeja Sapkowskiego Lux Perpetua czy Iwony Banach Pocałunek fauna. 

Niestety nie czytałem żadnej z tych pozycji. Może Sapkowski brzmi kusząco. Jednak nigdy nie byłem zbytnim wielbicielem tego typu literatury. Może, kiedyś…

Napisałem już wiele pochlebnych słów na temat powyższej książki.  Czas jednak przyjrzeć się komentarzom czytelników. Na pierwszy rzut wygooglowałem  recenzje z Empika. O dziwo wszystkie były pozytywne. Nawet jedna z Internautek napisała:

To chyba pierwsza polska książka o szczęśliwym homoseksualnym chłopaku. Bez traum, tragedii i męki istnienia. Niegłupia historia o dojrzewaniu. Joachim jak każdy nastolatek ma problemy związanie z dorastaniem. Szuka przyjaciół, potrzebuje akceptacji, nie rozumie świata dorosłych, buntuje się przeciw nakazom i regułom świata ”starych”. Złości, się cierpi, planuje rewolucje i zakochuje się bez głowy, jak każdy nastolatek. Tylko, że jest gejem. I to jest fajne. Oprócz tego książkę zwyczajnie dobrze się czyta.

Może i fajne, ale chyba raczej dla niego. Nie wiem co jest fajnego w byciu gejem. Pewnie to samo co w byciu hetero. Wiele rzeczy i sytuacji jest fajnych. Nie tylko homoseksualizm. Nie neguje tu tego i nie oto mi tu chodzi. Zaintrygowało mnie jedynie stwierdzenie – to jest fajne.

Jak  nietrudno się domyślić, komentarze negatywne również  się pojawiły. Jedni byli oburzeni. Oburzeni innym spojrzeniem na Gliniadę, jako symbol miasta ceramiki. To wpłynęło tak negatywnie, że aż czytelniczka stwierdziła że jest to ŻENADA. Cóż są gusty i guściki. Każdy ma prawo do własnego zdania. Myślę, że błędem jest postrzegania parady Glinoludów jako jedynego symbolu Bolesławca. I przed Glinoludami Bolesławiec był znany z ceramiki, jest i będzie nadal z niej słynąć. Oczywiście parada jest bardzo ciekawym pomysłem. Artystycznym wyrazem dla podkreślenia szacunku dla ceramicznego kunsztu.

Najbardziej zaskakują jednak opinie w stylu: „Bardzo słaba, grafomańska wręcz książka” lub „szkoda papieru”. Takie opinie świadczą raczej o totalnym nieprzeczytaniu książki. Aby coś oceniać, należy najpierw to poznać.

Na jednym z bolesławieckich portali pojawiło się także ciekawe zdjęcie. Jest to swego rodzaju fotograficzny komentarz.  Fotografia dostępna tutaj http://bobrzanie.pl/2013/06/19/recenzja-ksiazki-joachim-grazyny-hanaf/

Opinii, recenzji jest bardzo wiele. Każdy ma inny pogląd na wartość tej książki. Obiektywnie trzeba powiedzieć, że książka została oceniona na notę 7/10. Siódemek naliczyłem najwięcej. Były także noty 10, 9 oraz 1 i 2. Te jednak odrzucam jako skraje. Mocne 7 to również moja opinia.

Reasumując, jedynie cud boski skłonił mnie to sięgnięcia po tą książkę. Nie cierpię polskiej literatury, ale postanowiłem się poświęcić. Może jednak moja podświadomość podpowiadała mi, że nie jest to polska lecz bolesławiecka powieść. Na czytaniu książki poświęciłem głównie godziny nocne. Przez to cierpiałem niejednokrotnie z powodu niewyspania. Moje oczy również musiały wytrzymać nadmierną eksploatację. Mam jednak nadzieję, że na starość nie będę „ślepy jak kret”. Podobno głównemu bohaterowi książki też to nie grozi…

Muszę przyznać, że pierwsze strony mnie nie zachwyciły. Jednak akcja ruszyła z kopyta od momentu przyjazdu Joachima do prowincjonalnego miasteczka.  Bardzo dobrze wykreowani pozostali bohaterowie, w tym najczarniejszy z czarnych charakterów – babcia Róża, która jest mistrzem ciętej riposty. Jej teksty, a raczej teksty autorki wprawiły mnie nie raz w obłędny śmiech. Jeśli ktoś oglądał najlepszą scenę z nowego Pitbulla –  Pitbull Nowe porządki, w której popis gry aktorskiej dał Bogusław Linda, scena dostępna pod linkiem https://www.youtube.com/watch?v=H27RFshtU_M (uwaga, scena mocno niecenzuralna), to koniecznie musi przeczytać stronę 109 „Joachima”. Róża wymiata. Zapewne jest to efektem głębokiego uduchowienia po wieczornej mszy świętej –  Pani Grażyno, CHAPEAU BAS!

Jeśli ktoś ma ochotę sięgnąć po tą książkę to jest ona dostępna między innymi na stronie http://sklep.istotne.pl/

Miłej lektury życzę.

 

6 thoughts on “Kontrowersyjna książka z Bolesławcem w tle”

  1. Na szczęście ” nie jest to polska lecz bolesławiecka powieść ” ponieważ „Nie cierpię polskiej literatury, ale postanowiłem się poświęcić” ale niestety „To chyba pierwsza POLSKA książka o szczęśliwym homoseksualnym chłopaku”. Wspaniały przykład niepolskiej , bolesławieckiej książki o wreszcie szczęśliwym pederaście gdzieś w EUROPIE !!!!!! Nie ma już stosów jest obła nijaka idiotyczna chora schizofreniczna idea multieuropy , bez Państw Europejskich z kalifatem w byłej Francji , Niemczech i innych byłych…. ten SYF nie przeszedł , koniec , wracają Nasze Polskie Narodowe Wartości wraca Polska Kościół , Tradycja. Chomoseksualizm to choroba tak jak Głupota lewactwa czego dowodem są powyższe głupoty obywatela świata towarzysza Pawła i towarzyszki Grażyny itp.

     
    1. Ciekawy komentarz. Nie wiem za bardzo co wspólnego ma multikulti i lewactwo z homoseksualizmem. Narodowe wartości, tak jak i Kościół katolicki nigdzie nie poszły, żeby miały wracać. Widzę, jednak że post zainteresował. Pozdrawiam.

       
  2. Zgadza się Religia , Tradycja , Nacjonalizm itp. wartości od setek lat „nie odchodzą” ku wściekłości bezpaństwowców , internacjonalistów co to ich polskie książki denerwują. Co ma wspólnego głupie multikulti , lewactwo , homoseksualizm i globalne propagowanie tego SYFU … to trudno coś poradzić jak ktoś „nie wie za bardzo” , nie rozumie i nie łączy tych chorych „idei” pożytecznych idiotów. Na Pilchu , Tokarczuk ( biednej pisarce linczowanej za godne i prawdziwe słowa ” Wymyśliliśmy historię Polski jako kraju tolerancyjnego, otwartego, jako kraju, który nie splamił się niczym złym w stosunku do swoich mniejszości. Tymczasem robiliśmy straszne rzeczy jako kolonizatorzy, większość narodowa, która tłumiła mniejszość, jako właściciele niewolników czy mordercy Żydów. ” ) tresowane zostały całe stada Lemingów. Lemingowi nie podoba się książka (a polska książka to nie podchodź) bez nowoczesnego wątku np. o homoseksualiście , biednym Żydzie mordowanym przez faszystów polaków itd. Widzę , że odpowiedź poruszyła … oby z pożytecznym skutkiem . Pozdrawiam internacjonalistycznym Czołem Towarzysze …

     
    1. Może nie sam komentarz co sposób myślenia. Trochę skrajny jak dla mnie. Myślę, że w książce p. Hanaf bardziej istotna jest rola Gliniady, jako symbolu miasta ceramiki. Ma to o wiele większe znaczenie dla samego miasta, niż osobiste problemy młodego chłopaka, który tak naprawdę jeszcze nie wie czego chce w życiu. Młodość często prowokuje do różnych zachowań.

       
  3. Gliniada nie jest i nie była symbolem Bolesławca , wyrażajmy się jasno … symbolem Bolesławca jest CERAMIKA ! Gliniadę chcieli by za symbol sami zainteresowani. A propaganda „wyzwolenia , wolności wolnej miłości” spowodowała już tak wiele nieszczęść , że sami młodzi zauważyli oszustwo i ciężar tej „idei”. Dochodzi do tego , że młodzi faceci bawią się w pedalstwo choć nie są pedziami co ich kaleczy do końca życia. Bez lewackiej propagandy do wielu nieszczęść „młodości prowokującej” (aborcje , zdrady, zanik szacunku do innych osób, pornografiaitp.) by nie doszło. W głównym tekście czuć smrodek tych „idei” nieszczęść.

     
    1. Oczywiście, GLINIADA jest tylko i wyłącznie ciekawy happeningiem. Najważniejsza jest ceramika i jej piękno. Co do owych przykładów do homoseksualizm, zdrady, wszelkiego rodzaju ludzkie podłości zdarzały się już wcześniej, nawet w czasach biblijnych. Najważniejsze to iść własną drogą. wiele rzeczy mi się nie podoba, ale je toleruje. Takie jest życie…

       

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *