Książka historyczna nr 1

Książka historyczna nr 1

Od pewnego czasu polowałem na pewną książkę. Książkę niezwykłą, przedziwną, nietuzinkową. Postanowiłem to sprawdzić. Publikacja nosi kontrowersyjny tytuł „Jakie piękne samobójstwo”. Nie jest to powieść obyczajowa, żaden dramat. To książka historyczna, a dokładnie ujmując, książka o historii i tragedii II RP.

Rafał Ziemkiewicz, autor niniejszej publikacji, za główny cel obiera sobie ukazanie przedednia II wojny światowej. Demaskuje historyczne mity. Obala je totalnie i bez skrupułów. Wskazuje winnych upadku polskiej państwowości, a przede wszystkim wymienia i bardzo dokładnie opisuje błędy władzy, która jak się okazuje była władzą totalną.

Mit powstania

Ziemkiewicz nie skupia się tylko i wyłącznie na okresie wojny i miesiącach, które ją poprzedzały. To co mnie uderzyło, to szczególnie sięgnięcie do korzeni Powstania Styczniowego. Autor demaskuje mity. Według niego powstanie absolutnie nie powinno wybuchnąć. Było źle przygotowane, bez zaopatrzenia w broń.  Bez odpowiedniej broni trudno walczyć, szczególnie z rosyjską armią – potężną, dobrze wyszkoloną. Powstańcy, a raczej przywódcy powstania nie wyciągnęli też wniosków z Powstania Listopadowego. Popełnili podobne błędy i tym samym skazali polskie społeczeństwo na niemiłosierny i bestialski ucisk. Tysiące polskich istnień zginęło w gęstwinach syberyjskiej tajgi. Na mrozie i z wycieńczenia.

Autor podaje, że Rosjanom wybuch powstania był jak najbardziej na rękę. Podobno nawet podczas jednej z pierwszych potyczek, specjalnie wysłano nieuzbrojony carski oddział. Powstańcy zatłukli żołnierzy czym popadnie, a wojenna machina zaczęła się rozkręcać. W Europie znów pokazano Polaków jako buntowników i anarchistów, wręcz terrorystów. Polacy dokonali rzeczy karygodnej – podnieśli rękę na carską władzę. W świecie monarchii rzecz występna i plugawa.

Weterani Powstania Styczniowego byli tak samo, a może nawet bardziej, czczeni jak obecnie Powstańcy Warszawscy. Mit buntu z roku 1863 był w II RP wielbiony. Uważano, że bez niego nie było by wolnej i niepodległej Polski z roku 1918. Myślenie błędne. Powstanie to nie przyczyniło się w żaden sposób do odzyskania niepodległości. Suwerenność odzyskaliśmy w wyniku wojennej zawieruchy, osłabienia państw zaborczych, a nawet rozpadu jednego z nich. Austro – Węgry rozsypały się w drobny mak. Na tym trupie powstały inne ciekawe, choć zbyt ekscentryczne twory – Czechosłowacja i Jugosławia.

Tylko to zaborcze osłabienie umożliwiło nam jakiejkolwiek wyzwoleńcze działanie.

Mit Józefa Becka

Ziemkiewicz również dokładnie punktuje Józefa Becka. zarzuca mu nieudolność w prowadzeniu polityki zagranicznej. Jak się okazuje Beck liczył i na Francję i na Anglię w razie konfliktu z Niemcami. Francja jednak wysyłała bardzo jasne sygnały – w razie wojny nie pomożemy wam. Na co nasz znakomity minister spraw zagranicznych stwierdzał, że Polska swoje zobowiązania wypełni. Jeszcze śmieszniej wypadły deklaracje Anglików. obiecywali polskim władzom 100 bombowców w razie wybuchu wojny. Małym szczegółem jest ich brak. Wielka Brytania nimi nie dysponowała, a nawet gdyby to nie było możliwości ich przetransportowania. Nie istniała bezpieczna droga lotnicza. Nad Niemcami nie, bo zestrzelą, nad państwami skandynawskimi nie, bo brak zgody (neutralność). Jednak Beck lubił słuchać bajek. Niestety bardzo w nie wierzył.

Najdziwniejszą kwestią poruszoną w książce jest odwołanie mobilizacji. Zamiast szykować się na wojnę, zaklinano rzeczywistość. Nie szykowano żołnierzy, broni. Nie produkowano uzbrojenia pełną parą. Fabryki „zbrojeniówki” pracowały na jedyne 50% swoich mocy przerobowych.

Władze choć wiedziały o pakcie Ribbentrop – Mołotow (Francuzi nas życzliwie poinformowali) to zbagatelizowano tą informację. Przecież Polska podpisała pakt o nieagresji z ZSRR. To była gwarancja, której się trzymano.

Ziemkiewicz wpisuje się trochę w nurt obalenia jednej słusznej drogi, czyli konfliktu z III Rzeszą. Może trzeba było oddać Gdańsk, pozwolić na transgraniczną autostradę, zbroić się wszystkimi możliwościami i… czekać na rozwój wypadków? Może…

Wiadomo już dziś, że pierwotnie to Francja miała być zaatakowana jako pierwsza. Nasi wspaniali sojusznicy robili wszystko aby nas wepchnąć do wojny. Rzucili nasz kraj na pierwszy ogień. To było niezbędne np. Anglikom do budowania silnej armii. Takie przedsięwzięcie trwać mogło przecież długo, a Anglia nie była przygotowana nawet na najmniejszy i najsłabszy atak.

Niezmiernie istotną kwestią jest sprawa granicy polsko – radzieckiej ustalonej na mocy traktatu ryskiego. Wiele historyków krytykuje postawę Romana Dmowskiego, który zrezygnował z ziem na wschód od rzeki Zbrucz (rzeki granicznej). Dla Dmowskiego to tereny za bardzo wymieszane kulturowo. Według niego mniejszości narodowe mogły nam zagrażać. W tym miejscu autor powyższej książki, przyznaje Dmowskiemu rację. Wybrano przez to stabilizację, której młoda Polska tak bardzo potrzebowała. Pamiętajmy, że i tak przed wojną na wschodzie działały sowieckie bandy, „zielone ludziki”, które prowadziły działania dywersyjne po polskiej stronie.

Poruszone przeze mnie niektóre wątki książki są zaledwie cząstką tego wszystkiego co zawiera. Jest to pozycja kontrowersyjna, ale dająca to myślenia, wskazująca braki, błędy i wady przedwojennych polskich władz, polskich elit.

Jak dla mnie to obecnie książka nr 1. Warto ją przeczytać i samemu wysnuć wnioski. Polecam także tą recenzję.

Poniżej dla zachęty relacja ze spotkania z autorem.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *