Książka o kresach i straconych złudzeniach

Witam serdecznie,

pogoda ostatnio nie sprzyja siedzeniu w domu i czytaniu książek, jednak jeśli znajdziecie choć chwilę, to polecam książkę szczególną. Oczywiście o historii Polski, a dokładnie o perypetiach Piłsudskiego i Lenina. Książka autorstwa Piotra Zychowicza pt. „Pakt Piłsudski – Lenin” jest niezwykle ciekawa. Ja osobiście zmieniłbym tytuł na zupełnie inny. Filarem całej książki są Kresy Wschodnie. Autor doskonale, kawałek po kawałku ukazuje etapy ich utraty.

W I części  pokazano rolę jaką odegrało Wojsko Polskie w całej kampanii przeciwko Armii Czerwonej. Po raz kolejny, choć wygraliśmy Bitwę Warszawską, to wojnę z bolszewikami przegraliśmy. Na własne życzenie. Dużą rolę odegrała też tu Biała Armia (procarscy generałowie). Przy jej udziale można było śmiało pokonać bolszewików i może nawet zdobyć Moskwę.

Inną istotną kwestią jest sprawa Ukrainy. Niestety stosunki z tworzącym się w bólach państwem ukraińskim były trudne. Piłsudski w końcu jednak zawarł układ z Ukraińcami, aby razem z nimi rozprawić się z Armią Czerwoną. Niestety na koniec zdradziliśmy Ukrainę i sami zaprzepaściliśmy szansę na zbudowanie silniejszego państwa. Sam Marszałek wizytując internowanych Ukraińców w Polsce, powiedział: „Przepraszam Panowie, to nie tak miało być”.

Druga,  część publikacji jest jeszcze bardziej interesująca, ponieważ dotyka sedna. Skupia się między innymi na Traktacie Ryskim i jego micie. Jak się okazuje wielkie zwycięstwo, sukces w negocjacjach był według autora  naszą klęską.

Zychowicz przywołuje wydarzenie, które już na samym początku skompromitowało polską delegację. Delegacja ta składała się z przedstawicieli różnych opcji politycznych, ludzi którzy nie mieli żadnego doświadczenia w dyplomacji. Do Rygi polska reprezentacja w negocjacjach pokojowych miała udać się drogą morską z Gdańska. Litwini odmówili stronie polskiej przejazdu, dlatego wybrano takie rozwiązanie. W Gdańsku Polacy mieli wsiąść na pokład brytyjskiego krążownika. Niestety spóźnili się i osoba odpowiedzialna za kwestie transportowe po polskiej stronie musiała „świecić oczami” za rodaków.

Co było powodem tego spóźnienia? Zakupy! Polacy w dobrze zaopatrzonym Gdańsku wpadli w szał zakupów. Panowie kupowali drogie alkohole i cygara, a panie pończochy i bieliznę. Taka oto właśnie pięćdziesięcioosobowa delegacja prowadziła rozmowy z naszym największych nieprzyjacielem.

W skrócie tylko wspomnę (aby nie zdradzać wszystkich szczegółów), że bolszewicy byli zaskoczeni polskim stanowiskiem i brakiem asertywności. Polacy mogli w Rydze uzyskać o wiele więcej, natomiast ich własna niechęć do pewnych środowisk, uprzedzenia na przykład do Mińska (gdzie Żydzi stanowili niemały odsetek), sprawiła iż pozbyliśmy się na własne życzenie terytorium, które było naszą własnością. Zagrabioną podczas rozbiorów. Decyzje w polskiej delegacji zapadały w sposób jak najbardziej demokratyczny. Wszystko poddawano głosowaniu, a często o polskich ustępstwach w stosunku do Rosji Sowieckiej decydowały osoby, które wstrzymywały się od głosu.

Do największych porażek należy uznać utratę Kijowa, Mińska i Kamieńca Podolskiego. Ten ostatni pozostał tuż za polską granicą.

W książce są również zawarte fragmenty, gdy podekscytowani Polacy cieszą się na widok polskiego wojska. Niestety radość ta często jest zbyt szybka. Polska armia wycofuje się z wielu rejonów, oddając je bolszewikom. W taki o to sposób polskie władze skazały na śmierć ponad milion Polaków, pozostawionych za rzeką Zbrucz.

Książkę Zychowicza naprawdę warto przeczytać.  Pokazuje możliwości, których nie wykorzystaliśmy. Często było to efektem konfliktu w polskim obozie i walki politycznej.

Poniżej zapraszam także do obejrzenia dwudziestominutowej rozmowy z Panią Wandą Poznaśką, uczestniczką rokowań pokojowych w Rydze.

 

2 thoughts on “Książka o kresach i straconych złudzeniach”

    1. Dzięki, polecam. Traktat Ryski jest bardzo ciekawą kwestią w historii Polski. Jest z jednej strony niewykorzystaną szansą, choć z drugiej, wówczas młoda Polska była gospodarczo już wyczerpana. Z Sowietami biliśmy się tylko własnymi siłami. Nikt nam nie pomógł choćby pod względem dostaw broni.

       

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *