Legenda o kowalu z Goerlitz

Dziś mniej historycznie, a bardziej legendowo. Jest takie miasto tuż za Nysą Łużycką, które przyciąga swoim pięknem rzesze turystów z różnych stron świata. Jednym z takich gości był  sam Nicolase Cage, który odwiedził Goerlitz i Zgorzelec zimą 2006 r. Amerykański aktor ma korzenie włosko – niemieckie i tym samym jest zafascynowany średniowiecznym filozofem – Jakubem Boehme. Nicolas Cage odwiedził cagedom filozofa, który znajduje się po polskiej stronie miasta na Przedmieściu Nyskim oraz jego grób na cmentarzu w Goerlitz. Przy okazji skosztował polskiej kuchni w przygranicznej Piwnicy Staromiejskiej (nasz gość zamówił rosół, śledzie w śmietanie, pierogi ruskie i oczywiście tradycyjnego schabowego).

Ale dziś nie o tym. Goerlitz oprócz wspaniałych zabytków i fajnego klimatu, który jest ewenementem, ponieważ w czasie wojny ocalało w całości co  powoduje, że jest uważane za jedno z najpiękniejszych miast współczesnych  Niemiec. Lecz również nie o tym w moim postcie.

Krąży po Goerlitz pewna legenda, która przykuła moją uwagę. Ów historia dotyczy kowala z Goerlitz.

Wiele lat temu, na tej łużyckiej ziemi żył sobie kowal, którego niestety nieznany z imienia. Był on człowiekiem niezwykle pracowitym, lecz mało lubianym, uważano go za zbyt gorliwego w swej pracy i mało pobożnego. Kowal wykonywał swoje zlecenia w pocie czoła. Pewnego razu w kuźni zjawił się młody jednooki młodzieniec, prosząc kowala o przyjęcie go na czeladnika.. Majster nie był zachwycony pomysłem, ale po długich prośbach i błaganiach postanowił przyjąć chłopaka. Jak się okazało chłopak był pojętny i zwinny, praca paliła mu się w rękach, a kowal rozleniwiał się coraz bardziej, spędzając czas na piciu i ucztowaniu w oberży.

kowal

Tak mijały dni i tygodnie, a  czeladnik pracował za dwoje. Pewnego dnia, gdy słońce chyliło się już ku zachodowi, do kuźni przybył niecodzienny jegomość – ubrany w kruczoczarny strój, z włosami czarnymi, lśniącymi jak węgiel, w czarnym kapeluszem przyozdobionym czerwonym piórem. Przybysz zamówił u kowala bramę to rodzinnego grobowca, obiecał sowicie zapłacić, ale postawił warunek – brama miała być gotowa na trzeci dzień do północy. Kowal pomyślał sobie, że nic prostszego i rzekł „ręczę ciałem i duszą, że będzie gotowa wedle życzenia mój Panie”. Przybysz obiecał zatem zapłacić poczwórnie. Umowę spisano, lecz przy ostatnich słowach brakło w kałamarzu atramentu i rzemieślnik własną krwią zapisał ostatnie postanowienia kontraktu.

Cóż się dalej stało? Kowal zgarnął zaliczkę i udał się do oberży, gdzie pił przez 2 nowe do nieprzytomności, wiedząc, że robota zostanie zrobiona przez jego pomocnika. Na trzeci dzień obudził się z bólem głowy i udał się do kuźni. Brama była gotowa, lecz brakowało jej jednego małego kółeczka. Czeladnik przepadł bez wieści. Postanowił sam ją dokończyć – nic  przecież prostszego. Jednak gdy zaczął wykuwać brakujący element, żelazo pękało pod młotem. Próbował raz jeszcze i jeszcze raz, ale działo się to za każdym  razem. Zorientował się, że złe moce są uwikłane w jego niecodzienne zlecenie i próbował aż do skutku. Niestety, północ wybiła. Wówczas ziemia się rozstąpiła i pogrążyła biedaka na wieki.

Może gdy będziesz na Górnym Rynku w Goerlitz, usłyszysz w nocy stukanie kowalskiego młota. To kowal próbuje wykuć ostatni element przedziwnej bramy.

A Wy znacie jakieś ciekawe legendy ze swojej okolicy?

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *