Linia Curzona. Mit który stał się legendą

Linia Curzona często przewija się w dyskusji na temat polskiej granicy wschodniej. Na temat utraty Kresów pisałem już wcześniej. Jest to jednak jedno z najważniejszych wydarzeń w polskiej historii okresu II wojny światowej. Ktoś mógłby się z tym nie zgodzić. Przecież kwestie graniczne zostały ustalone po zakończeniu wojny, ewentualnie w końcowej jej fazie. Nic jednak mylnego. Takich mitów jest dużo więcej. Inną manipulację stanowi tytułowa już linia Curzona [czytaj Kerzona] Tak naprawdę Lord Curzon nie był jej autorem, a w sprawach Europy Środkowej orientował się bardzo słabo. W kwestii Aliantów często wybiela się Roosevelta, a obarcza większą winą o zdradę i oddanie Polski Sowietom, Churchilla. To również nie jest takie jednoznaczne.

Dziś postaram dojść dokładnie omówić Linię Curzona. Stanowi ona bardzo ważny element, który ukształtował obecną wschodnią granicę Polski. Jej przebieg ma również nie małe znaczenie dla Dolnego Śląska. To dzięki niej, zachodnia granica została tak mocno przesunięta na zachód. Pierwotnie miała sięgnąć linii Odry. Jednak ostatecznie oparto ją na Nysie Łużyckiej.

Tak naprawdę Linia Curzona była jedynie linią rozejmu pomiędzy wojskami polskimi i bolszewickimi. Została ustalona na konferencji w Spa w Belgii. Miała dawać podwaliny do wytyczenia nowej, porozbiorowej granicy Polski. Granica ta została oparta o tzw. czynnik etniczny. Na tej właśnie linii kończyła się dominacja polskiej ludności na zajmowanym terytorium. Linia lorda Curzona była jedynie czymś teoretycznym. Konferencja w Spa w lipcu 1920 r. była klęską dla naszego państwa. Premier Władysław Grabski musiał zgodzić się na liczne polskie ustępstwa dotyczące polskich granic w zamian za skierowanie misji wojskowej do Warszawy. Ustalenia te jednak legły w gruzach. Wygrana Bitwa Warszawska spowodował, że Linię Curzona można było wyrzucić do kosza. Nowa granica na wschodzie dzięki polskiej ofensywie przesunęła się o 200 km na wschód.

Lord Curzon nigdy nie był autorem słynnej linii. Naszkicował ją polski Żyd urodzony w Galicji – Lewis Namiera (Ludwik Niemirowski). Niemirowski sfałszował ustaloną w Spa linię. Linia Namiera odcinała od Polski Lwów i okręg Drohobycza. Fałszerstwo było jak najbardziej celowe. Prawdopodobnie Niemirowski, pracownik brytyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych był sowieckim agentem. Doskonale orientował się w stosunkach etnicznych w Galicji. Zdawał sobie sprawę jak ważny jest Lwów.

Sir Lewis Bernstein Namier

Co jednak ma wspólnego niedoszła granica wschodniej Polski z realiami powojennymi? Otóż bardzo wiele.

Linia Curzona stała się wymówką i „ciężkim argumentem” przeciw Brytyjczykom. Stalin postanowił odkurzyć dawną „granicę” ponieważ nie mógł się powołać do granicy z paktu Ribbentrop – Mołotow. Była ona prawie identyczna, ale niewygodna z uwagi na dawny sojusz z III Rzeszą. Po drugie zajęcie polskich Kresów Wschodnich stanowiło cel nadrzędny. Co nie udało się zrobić w roku 1920 pod Warszawą, dokonano właśnie teraz.

Kiedy tak naprawdę zaczęto rozmawiać o polskich granicach? Dość szybko. Już w 1941 r. w Moskwie Stalin chciał podjąć podczas rozmowy z gen. Sikorskim kwestie graniczne. Był to bardzo ważny moment, ponieważ wówczas można było coś jeszcze ugrać. Stalin był skłonny do ustępstw. Możliwe, że uratowano by Lwów, a może i Wilno. Jednak Sikorski odmówił rozmowy na ten temat. Uważał, że jeszcze jest za wcześnie. Tak naprawdę był to jedyny moment. Wszelkie późniejsze próby zachowania choćby Lwowa przy Polsce nie miały już sensu. Granica ryska została definitywnie utracona.

W tym miejscu należy szczególną uwagę zwrócić na naszych sprzymierzeńców. Franklin Delano Roosevelt był zafascynowany Stalinem. Uważał, że powinny liczyć się tylko dwa imperia. Amerykańskie i radzieckie. Dążył on do osłabienia Imperium Brytyjskiego. Dlatego też w wielu kwestiach dotyczących polskiej granicy wschodniej Winston Churchill nie mógł liczyć na poparcie amerykańskiego prezydenta. Są rożne opinie na ten temat. Zarówno Norman Davies jak prof. Oskar Halecki uważają, że Alianci chcieli nam pomóc i wstawiali się za sprawą polską. Davies wskazuje na Brytyjczyków, którzy wielokrotnie w oficjalnych memorandach wyrażali opinię, że Lwów powinien pozostać Polski. Natomiast Halecki wskazuje na obrońcę Polski Roosevelta. Czytałem ostatnio bardzo ciekawą książkę, którą w tym miejscu polecam wszystkim miłośnikom historii. Książka autorstwa Tadeusza Kisielewskiego pt. „Churchill najlepszy sojusznik Polski?” Ta publikacja dotyczy w dużej mierze sprawy granicy wschodniej. Autor kreśli w niej ponury obraz amerykańskiego prezydenta. Stara się też trochę usprawiedliwić brytyjskiego premiera. Według Kisielewskiego Churchill nie miał siły przebicia i był strasznie uzależniony od Związku Radzieckiego. Zależało mu na dobrych stosunkach ze Stalinem. W historii krąży takie stwierdzenie, że Anglicy chętnie i ofiarnie przelewają krew w słusznej sprawie, szczególnie gdy jest to krew ich sojuszników. To zdanie jak najbardziej pasuje do Churchilla. Ja osobiście nie usprawiedliwiam go w żadnym stopniu. Uważam, że jest tak samo winny jak Roosevelt. Myślę, że dostojny wizerunek Churchilla z nowej pięciofuntówki to kolejny mityczny obraz brytyjskiego dżentelmena. Nielicznym Brytyjczykiem, który naprawdę rozumiał sytuację Polski był minister spraw zagranicznych Anthony Eden. To on wskazywał właśnie Churchillowi, że Linia Curzona nie została nigdy wytyczona na południowym odcinku. Była zatem ogromna możliwość uzyskania dla Polski Lwowa. Sir Winston Churchill wypowiedział wówczas znamienne słowa, że „nie będzie kruszył kopii o Lwów” i że „przez utratę tego miasta serce nam nie pęknie”. Stało się jednak zupełnie inaczej. Zarówno Curzon i Churchill na zawsze zapisali się negatywnie w historii Polski. Gdy już tak ostro oceniam Aliantów, muszę zwrócić uwagę, iż zarówno Roosevelt jak i Churchill doskonale znali prawdę o Katyniu. Churchill miał przewagę nad amerykańskim prezydentem. Nie lubił Stalina. Był wobec niego nie ufny. Pewnego razu doszło do pewnego incydentu. Stalin wyprawił obiad, na który zaproszeni zostali przywódcy Wielkiej Trójki. Obecny był także Mołotow, Eden i Elliott Roosevelt – syn prezydenta USA. Stalin zaproponował rozstrzelać 50 000 niemieckich oficerów. Miałby to być środek odstraszający przed wybuchem kolejnej wojny. Churchill oburzył się na tą krwawą propozycję (ponieważ znał prawdę o Katyniu). Roosevelt zażartował, że może nie 50 000 a 49 000 rozstrzelanych wystarczy. Winston Churchill z hukiem wybiegł z sali. Stalin dogonił go i zaczął uspokajać, że jedynie żartował. Czy to był jedynie żart? Zdecydowanie nie. Stalin badał grunt, a Churchill zdawał sobie z tego sprawę.

Na koniec warto też wspomnieć o brytyjskiej koncepcji geopolitycznej, wedle której pomiędzy państwem niemieckim, a Rosją nie powinno istnieć żadne państwo. Dlatego też Wielka Brytania nie była przychylna kiedy Polska odzyskiwała niepodległość. Chciała wówczas Polski o małym terytorium, która nie zagrozi Rosji jak i dobrym stosunkom brytyjsko – rosyjskim. Cała ta idea legła w gruzach. Doskonały tandem stworzyły Stany Zjednoczone i Związek Radziecki. Imperium Brytyjskie straciło na znaczeniu i przestało się liczyć w wielkiej, globalnej polityce.

Lini Curzona w doskonały sposób ukazuje w jaki lekki sposób państwa zachodnioeuropejskie szafują polską historią i tradycją. Nie znając nas wydają chybione wyroki, a jedyne konsekwencje geopolityczne ponosimy sami. Setki tysięcy żołnierskich istnień przelało krew w walce z bolszewicką Rosją. Osiągnięto sukces, który został zmarnowany podczas rokowań w Rydze. Bardzo możliwe, że gdy Polska powróciła do granic sprzed pierwszego rozbioru, to nie utracilibyśmy całych Kresów Wschodnich. Nie mniej jednak brytyjska linia demarkacyjna nigdy nie była brytyjska. Stworzył ją pracownik niskiego szczebla, który doskonale orientował się o stosunkach etnicznych w Galicji. Znał wartość tego terytorium i celowo dorysował południowy odcinek linii, pozostawiając Lwów po sowieckiej stronie. Czy to była jedynie niechęć do państwa polskiego? Zapewne niechęć i celowe działanie na rzecz Rosjan.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *