Niech się święci 3 maja

Niech się święci 1 maj.. Nie to już było. Dziś obchodzimy 3 maja, święto naszej pierwszej Konstytucji. Z tą Konstytucją zawsze mamy problem.

Pierwsza uchwalona w 1791 roku nie była akceptowana przez wszystkich, szczególnie stany wyższe. Godziła ona w demokrację szlachecką, czyli jawne bezprawie w stylu „hulaj dusza, piekła nie ma”. Liberum veto było zjawiskiem patologicznym. Każde obrady sejmu można było zerwać. Dokonać tego mógł jeden poseł. Dziś takie rozwiązanie przydałoby się zapewne nie jednej partii politycznej… Cóż, to już historia.

Konstytucja 3 maja to przede wszystkim próba ratowania Rzeczypospolitej. Trudno jednak uratować dom, w którym zaczynają walić się mury. Byliśmy zbytnio uzależnieni od Rosji. Szczególnie uzależnienie to przyniosła nam caryca Katarzyna, która poparła (siłą) wybór Stanisława Augusta Poniatowskiego na króla Polski. Król chciał jak najbardziej zreformować państwo, ale robił to „delikatnie” aby magnaterii i szlachty nie zrazić.

Uchwalenie Ustawy Rządowej zmieniło wiele, ale przyniosło też Targowicę i kolejny rozbiór kraju.

Konstytucja marcowa – pierwsza w niepodległej Polsce była słaba. Rola prezydenta została tak panicznie ograniczona, bowiem endecja bała się, że zostanie nim Piłsudski. Dla Endeków to wróg numer jeden.

Natomiast ta „faszystowska”, Konstytucja kwietniowa uznana została za zbyt autorytarną. Niestety elity rządowe nie widziała wówczas realnego zagrożenia wojną. Może faktycznie władza sanacji po 1926 roku była „ostra”. Nie patyczkowano się z przeciwnikami politycznymi. Pamiętajmy, że w obecnym czasie takie sytuacje zdarzały się już w Europie. Nie byliśmy jedynym wyjątkiem, na który tak często się wskazuje.

Poniżej zamieściłem ciekawą rozmowę z historykiem Piotrem Dmitrowiczem, na temat naszych najważniejszych rocznic. Oczywiście temat jak najbardziej na topie jeśli jesteśmy już przy majowych rocznicach. Szczególnie 3 maja, jako święto demokracji i parlamentaryzmu. Sukces oświeconych mas, który stał się poniekąd grabarzem I Rzeczypospolitej. Dlaczego? Przecież Rosja nie mogła pozwolić na żadne reformy. Caryca przyśpieszyła tylko proces zaboru polskich ziem.

Pamiętajmy, że Kresy Wschodnie raz utracone, nie zostały w całości odzyskane. Traktat Ryski dot. wschodniej granicy II RP był totalną klęską delegacji, która ogłosiła sukces. Delegaci oddali wszystko co mogli oddać w imię Polski dla Polaków, bez zbędnych mniejszości narodowych. Szkoda, że za Zbruczem pozostawiono miliony Rodaków. Liczyli oni na odrodzenie się Rzeczypospolitej Obojga Narodów (nawet może Trojga – razem z Ukrainą).

Zapraszam do obejrzenia ciekawej rozmowy.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *