Śmierć na polu chwały

Wojenne rzemiosło to ciężki kawałek chleba. Żołnierski los dawniej był niezwykle dramatyczny. Przede wszystkim wojny toczyły się dość regularnie, co jakiś czas, a żołnierze niekiedy narażali swoje życie w słusznej sprawie, walcząc za swoją ojczyznę lub przelewając krew za chore ambicje swoich władców. Tak niestety było i jest.

Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie historia pewnego francuskiego kirasjera, z czasów kampanii napoleońskiej, który jest doskonałym przykładem żołnierskiego życia. Oto jego historia.

Żołnierski los

Każdy żołnierz, niezależnie od armii w jakiej służył przechodził swego rodzaju gehennę, szczególnie na polu bitwy. Każda minuta i sekunda to realne zagrożenie dla jego życia i zdrowia. Stres związany z walką musiałby niewyobrażalnie duży. Do tego codzienna służba wojskowa była ciężką i żmudną pracą.

Żołnierze byli werbowani zazwyczaj z pośród chłopów i mieszczan. Byli to zwykli obywatele, którzy musieli odbyć służbę wojskową. Często trwała ona 20 – 25 lat. To ogromny szmat czasu.

W wojsku pruskim i rosyjskim istniała bardzo surowa dyscyplina. Pisałem trochę o tym już m.in. w artykule zatytułowanym Pruska twierdza na czeskiej ziemi.

Żołnierze służący np. w twierdzy Kłodzko byli poddawani surowej dyscyplinie. Bito ich za nawet najmniejsze przewinienie lub od tak dla zabawy dowódcy. Taki pruski wojak musiał być bardzo zręczny jeśli chciał ocalić swoje życie. W owym czasie nie używano karabinów lecz muszkietów, które ładowano od przodu, sypano i ubijano proch oraz wkładano kule. Czynność ta trwała minimum 20 sekund, zatem w ciągu minuty można było maksymalnie oddać 3 strzały. Wyobraźcie sobie, że atakuje Was nieprzyjaciel, a tu trzeba jeszcze nabić broń i to jak najszybciej.

Podczas bitwy, żołnierze którzy dobrowolnie opuścili swoje stanowiska bojowe lub ruszyli do odwrotu byli od razu na miejscu zabijani. Nie było taryfy ulgowej. Żołnierz w tych czasach był jedynie narzędziem do wykonania jakiegoś celu.

Waterloo i koniec pewnej epoki

Wczoraj wybrałem się do pewnego, niezwykłego muzeum, do Royal Armouries Museum.

Jest to muzeum broni, które znajduje się w Leeds. Ostatnio, podczas mojej wizyty w muzeum, przykuła moją uwagę wystawa z okazji 200 rocznicy bitwy pod Waterloo. Wystawa poświęcona była całej epoce napoleońskiej.

Szczególne wrażenie zrobił na mnie kirys, przebity na wylot kulą armatnią. Pewnie zastanawiacie się co to takiego kirys? To po prostu pancerz, który zakładany był przez żołnierza, chronił  klatkę piersiową i  plecy. Przed czym chronił? Przede wszystkim przed atakiem szablą lub inną białą bronią oraz pociskami wystrzelonymi z muszkietów, ale z odległości nie mniejszej niż 50 kroków. W innym przypadku kula mogła przebić pancerz. Kirys nosili żołnierze, którzy ten specyficzny rodzaj formacji zawdzięczają właśnie noszonym kirysom. Nazywano ich kirasjerami i był to rodzaj ciężkiej jazdy. Kirysy były wykonane z mosiądzu, ważyły ok. 8 – 9 kg, a dodatkowo kirasjer nosił także metalowy hełm. Taki rodzaj formacji wojskowej czyli ciężkiej jazdy przetrwał do początków XX. wieku.

WP_20150805_13_42_15_Pro
PRZÓD KIRYSU, USZKODZONY PRZEZ KULĘ ARMATNIĄ (EKSPONAT Z ROKU 1810)

Prezentowany kirys na wystawie w Leeds, należał do młodego francuskiego kirasjera – Francois Antoine Fauveau, który zginął podczas jednej z bitew kampanii napoleońskich, na polu chwały. Jego pancerz rozerwała  kula armatnia. Choć była ona niewielkich rozmiarów, bo zaledwie wielkości piłki do tenisa, to jego ciało zostało rozerwane na wysokości prawego boku. Rana śmiertelna jakiej doznał, zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Kula armatnia, 6 funtowa (3 kilogramy) musiała zrobić w ciele Francuza ogromne spustoszenie, wyrywając mu praktycznie  cały prawy bok.

WP_20150805_13_42_48_Pro
TYŁ KIRYSU ROZERWANY PRZEZ WYLATUJĄCĄ KULĘ. OBOK 3 KILOGRAMOWA KULA

Czemu taki zwykły eksponat zrobił na mnie tak wielkie wrażenie? Przede wszystkim był on niezwykły, ukazujący realne cierpienie podczas żołnierskiej służby. Po drugie uświadomiłem sobie też ile tysięcy żołnierzy różnych formacji poniosło bohaterską śmierć w imię czego? Nowego porządku, który został ustanowiony na Kongresie Wiedeńskim. Cesarze i królowie dyskutowali i dogadywali swoje osobiste sprawy, a biedni żołnierze, wyrwani z rodzinnych domów, ginęli tak naprawdę za nie swoje wojny. Choć kampania napoleońska była przykładem największego męstwa, szczególnie francuskiej armii oraz polskich oddziałów, które dzielnie walczyły, nawet w bitwach z pozoru z góry przegranych.

W jednej takich bitew – pod Lipskiem, w tzw. „Bitwie Narodów”, zginął jeden z ostatnich wielkich polskich przywódców – książę Józef Poniatowki, który ciężko ranny, wpadł do wód Elstery i właśnie w niej został ostrzelany omyłkowo przez stojących na drugim brzegu Francuzów. Potwierdzili to definitywnie francuscy historycy w 2005 r. Ta bezsensowna śmierć, z rąk sojuszników, jest tylko jednym z dowodów, że żołnierski los był tragiczny i pełen dramatu, a śmierć nie oszczędzała nawet szlachetnie urodzonych.

Mam nadzieje, że trud i ofiara zarówno 23 – letniego, francuskiego kirasjera i ks. Poniatowskiego miała swój sens i niebyła ofiarą zmarnowaną przez przyszłe pokolenia.

WP_20150805_13_45_50_Pro
FRANCUSKA LEKKA SZABLA KAWALERYJSKA
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *