Werwolf na Dolnym Śląsku

Podczas II wojny światowej oddziały Armii Krajowej dzielnie walczyły zarówno podczas trwania wojny, jak i po jej zakończeniu. Żołnierze Wyklęci stawiali opór nowej komunistycznej władzy nawet do lat 50. Jednak nie tylko my posiadaliśmy zakonspirowane, zbrojne oddziały. Takimi jednostkami dysponowali także Niemcy. Było ich kilkanaście, a każda z nich działała niezależnie. Największą zbrojną organizacją był Werwolf (Wilkołak).

Werwolf powstał jako nadzieja Hitlera i całych nazistowskich Niemiec, na ocalenie niemieckiego Dolnego Śląska. Region ten pozostał pod panowaniem niemieckim przez długie lata. Niemcy nie chcieli pogodzić się z groźbą utraty tego regionu. Takie zagrożenie realnie istniało, choć Stalin w pierwszych projektach wyznaczania granicy polskiej na zachodzie pozostawiał Dolny Śląsk po stronie niemieckiej. Wrocław zaś miał być miastem podzielonym.  Niemniej jednak Niemcy szybko tracili kontrolę nad poszczególnymi terytoriami.

W okresie od jesieni 1944 roku do lutego 1945 prowadzono intensywne szkolenia kadry dowódczej, przyszłej niemieckiej partyzantki. Partyzantka ta miała przede wszystkim destabilizować sytuację polityczną, zakłócać porządek na ziemiach zajętych przez Polaków i Sowietów. Niektórzy historycy nie określają „Wilkołaków” jako organizacji partyzanckiej. Według niektórych to organizacja terrorystyczna mająca na celu zastraszać i destabilizować. Prawdą jest też, że ówczesne władze podsycały niepokój związany z niemieckimi bojówkami, aby postawić się w roli obrońców nowoprzybyłych osadników. W naszej okolicy funkcjonowały magazyny broni oraz amunicji należące do Werwolfu. Były one zlokalizowane w rejonie Wlenia, w Bolesławcu, Jeleniej Górze, Kamiennej Górze oraz w Karkonoszach.

Dowódcy niemieckich bojówek wywodzący się z niemieckiej armii (głównie SS) oraz policji, doskonale znali teren. To powodowało, że przez pewien czas mieli oni przewagę nad polskimi oddziałami. Podczas wojny Werwolf podlegał Karlowi Hanke oraz Hansowi Weberowi. Po zakończeniu wojny „Wikołaki” nie złożyły broni. Nadal działali. Ich działania skupiły się teraz na zastraszaniu, mordowaniu i podpalania nowych, polskich gospodarstw. Niemcy prowadzili skuteczną antypolską propagandę. Ich istotnym atutem było działanie wśród nadal licznej niemieckiej ludności. Mogli liczyć na jej wsparcie. Dochodziło do licznych potyczek pomiędzy partyzantami, a polskimi oddziałami, szczególnie w Sudetach, przy granicy polsko – niemieckiej, polsko – czechosłowackiej, a także w rejonie Zgorzelca.

Werwolf przede wszystkim niszczył zakłady przemysłowe na Dolnym Śląsku oraz linie kolejowe. Mordował także polską ludność cywilną, dając jasno do zrozumienia, że tereny te są wciąż niemieckie, a sami Niemcy o nich nie zapomnieli.

Region Lwówka Śląskiego był silnie zdominowany przez niemieckie bojówki.  W powiecie lwóweckim podzielonym na mniejsze komórki: Lwówek Śląski, Pławna, Lubomierz, Marczów. Jednostką „Wilkołaków” kierował Herbert Tybert. Grupa lwówecka współpracowała czynnie z Werwolfem zgorzeleckim. Do jej głównych poczynań należy zaliczyć podpalenia lokalnych ośrodków przemysłowych. Oto fragment meldunku wysłany przez Powiatową Komendę MO w Lwówku Śląskim do Komendy Wojewódzkiej w Legnicy:

W dniu 20.09.45 t. na terenie gm. Maciejowice (Schmottseiffen), patrol składający się z trzech funkcjonariuszy MO został około godziny 11.00 (…) ostrzelany z broni automatycznej przez nieznanych sprawców – z lasu znajdującego się w odległości około 1,5 km od budynku miejscowego posterunku MO. Zarządzony 2 godziny po tym wypad milicjantów wraz z miejscowym oddziałem wosk 10 – tej dywizji ujawnił w leśnym klinie między Zadolem (Hellau), Maciejowicami (Schmottseiffen) i Ujazdowem (Nieder – Mois), istnienie kilku jam ziemnych o ścianach obitych deskami, zawierających prycze świeżo posłane słomą i sianem oraz prowizoryczne piecyki zbudowane z cegły i gliny (…) [R. Primke, M. Szczerepa, Wojenne Tajemnice Dolnego Śląska, Kraków 2006, s. 101].

W regionie jeleniogórskim, przywódcą Werwolfu był Hans Bönsch. Jego oddział przekazywał w głąb Niemiec, do Bawarii i Westfalii meldunki szpiegowskie dotyczące ruchów polskich i radzieckich wojsk. Grupa kamiennogórska pod dowództwem kapitana Otto Kramera, zajmowała się gromadzeniem broni i amunicji. Niemieckie bojówki zostały jednak po wojnie dość szybko rozbite. Stało się to dzięki wysiedleniu ludności niemieckiej. Bez społecznego wsparcia bojówkom zdecydowanie trudniej było prowadzić sabotaż. Na Dolnym Śląsku pojmano ponad 1400 członków niemieckiej partyzantki, w tym około 660 to członkowie wypomnianego Werwolfu. Kapitan Kramer został skazany przez Wojskowy Sąd Rejonowy we Wrocławiu na karę śmierci.

Symbolem Werwolfu był wolfsangel – „wilczy hak”. Przyrząd, który działał jak haczyk na ryby. Założona przynęta zwabiała wilka, który nabijał się na hak i nie mógł się już z niego uwolnić. Symbol ten był używany przez nazistów, później przez Werwolf,  a obecnie przez neonazistów.

Werwolf
Wolfsangel (fot. pl.wikipedia.org)

Niemiecka partyzantka, w tym Werwolf działał nie tylko na Dolnym Śląsku, ale na całych wschodnich rubieżach dawnej III Rzeszy. Była to jedna z wielu niemieckich organizacji o charakterze konspiracyjno – sabotażowym. W kolejnej części publikacji, postaram się przedstawić Wam kolejną niemiecką partyzancką jednostkę.

 

1 thought on “Werwolf na Dolnym Śląsku”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *